Subiektywnym

okiem

Raczyńskiego

Blog osobisty Marcina Raczyńskiego

Ostatnie artykuły

06 marzec 2016

Prokurator Marcin Witkowski nadal w natarciu

 

Jak to się zaczęło, czyli "afera datowa"

Ponad rok trwało śledztwo prowadzone przez prokuratora rejonowego Marcina Witkowskiego mające wyjaśnić dlaczego na dokumencie zakresu obowiązków pracownika naniesiona była data 02.03.2015 a nie 23.03.2015. Po doniesieniu do prokuratury złożonym przez pracownika urzędu o rzekomym fałszowaniu dokumentów (wcześniej pracownik ten otrzymał karę nagany - jak się okazało słuszną, ponieważ sąd pracy przyznał rację burmistrzowi), prokurator Marcin Witkowski rozpoczął śledztwo zakrojone na zaskakującą skalę.

Wydział dochodzeniowo - śledczy wałbrzyskiej policji na zlecenie prokuratury rejonowej zarekwirował komputery oraz twarde dyski. Pracownicy różnych referatów byli wzywani na przesłuchania po kilka razy. Zdarzyło się, że jednego dnia wezwanych do złożenia zeznań zostało 8 pracowników co skutecznie utrudniało funkcjonowanie urzędu. A wszystko to w sprawie daty naniesionej na zakresie obowiązków, gdzie jedyną zmianą był nagłówek dokumentu wymuszony zmianami w ustawie o ewidencji ludności. Merytorycznie zakres obowiązków nie zmienił się w żadnym punkcie.

Chwilę później prokurator Marcin Witkowski lekką ręką postawił mi jako funcjonariuszowi publicznemu zarzut poświadczenia nieprawdy - nie prosząc wcześniej o jakiekolwiek wyjaśnienia. W dalszym toku postępowania prokurator ustalił jednak, że to nie burmistrz a jeden z pracowników przystawił błędne daty. Oczywiście rozumiałem zakłopotanie prokuratora, ponieważ zarzuty już postawione, a sprawę trzeba umorzyć. Rozwiązaniem dla prokuratora było umorzenie z powodu znikomej szkodliwości czynu. Przypominam czynu, którego nie było. Pamiętam zdziwienie adwokata, który został przeze mnie poproszony o odwołanie się do sądu w sprawie owego umorzenia. Rzadko bowiem zdarza się aby ktoś odwoływał się od umorzenia, czyli de facto od oczyszczenia z zarzutów. Tu chodziło jednak o zasady - jeśli nie było czynu to o jakiej znikomej szkodliwości mówimy? Niestety sąd w ciągu 5 minut rozprawy podtrzymał tryb umorzenia prokuratora.

Pomyślałem wtedy - umorzenie jest umorzeniem, temat zamknięty, wracam do pracy. Pozostawał jedynie niesmak dotyczący wielomiesięcznego stresowania moich pracowników przez policję i prokuraturę.

Skarga na burmistrza do Rady Miejskiej

Jednak po roku prokurator rejonowy Marcin Witkowski wysłał do Rady Miejskiej skargę na działanie burmistrza przytaczając umorzoną przez siebie sprawę. Napisał wtedy, że co prawda postępowanie zostało umorzone, ale zachowanie burmistrza "należy ocenić jako naganne, zwłaszcza w kontekście przykładu dawanego podwładnym w zakresie prawidłowego wywiązywania się z obowiązków służbowych i poszanowania zasad panujących w Urzędzie Miejskim w Mieroszowie" - koniec cytatu. Było to zaskakujące zachowanie prokuratora - tym bardziej, że sam w uzasadnieniu do umorzenia napisał, że to nie burmistrz przystawił datę na zakresie obowiązków. Przewodnicząca Rady Miejskiej tygodniami zarzucana była pismami z prokuratury, gdzie prokurator Marcin Witkowski żądał rozpatrzenia jego skargi na sesji Rady Miejskiej. W mojej ocenie chodziło o upublicznienie sprawy i zdyskredytowanie burmistrza. Przecież skoro sam prokurator pisze, że burmistrz zachował się nagannie to jak z tym polemizować... Prokurator Witkowski w końcu dopiął swego - sprawa była rozpatrywana na sesji, opozycja skandowała hasła o skandalu, braku zaufania do burmistrza, poświadczaniu nieprawdy i, że najlepiej by było gdyby burmistrz honorowo odszedł z urzędu. Jednakże rozsądnie myśląca większość radnych uznała skargę pana prokuratora za bezzasadną. Taki obrót sprawy jak przypuszczam prokuratorowi się nie spodobał. Warto wspomnieć, że sytuacja, gdzie prokuratura po prawomocnym umorzeniu sprawy składa skargę na działanie burmistrza do Rady Miejskiej była precedensem na skalę całego kraju.

Prokurator nie odpuszcza

To jednak nie koniec. Kilka dni temu włabrzyski prokurator rejonowy Marcin Witkowski przysłał kolejne pismo powołując się na sygnaturę umorzonej przez siebie sprawy z marca 2015 roku. W piśmie prosi o wskazanie "czy od 1 stycznia 2015 roku do chwili obecnej w Urzędzie Miejskim w Mieroszowie przeprowadzone były jakiekolwiek zewnętrzne kontrole, a jeżeli tak, to czego dotyczyły i jaki podmiot je przeprowadzał". Prokurator Marcin Witkowski prosi również o "wykaz wszystkich postępowań służbowych, dyscyplinarnych lub wyjaśniających począwszy od dnia 1 stycznia 2015 roku z określeniem jakiej osoby dotyczyły, jaki był ich przedmiot oraz w jaki sposób się zakończyły". Nie wiedzieć czemu pierwsze skojarzenie, które pojawiło się w mojej głowie po otrzymaniu tego pisma, to stara maksyma z okresu PRL: "Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie". 

W mojej ocenie działania prokuratora Marcina Witkowskiego niekorzystnie wpływają na wizerunek instytucji, którą kieruje. Jestem przekonany, że prokuratura ma poważniejsze sprawy do prowadzenia niż wieloletnie badanie daty na zakresie obowiązków. Wygląda to nieciekawie - a dla wielu osób niestety nawet dość jednoznacznie.

pismo prokuratura 21 listopada 2017 2

Miejmy proporcje

Zadziwiająca gorliwość prokuratora Marcina Witkowskiego w opisanym wyżej przypadku dziwi tym bardziej, że na początku mojej kadencji do prokuratury złożyłem jedno zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Wydawało się ewidentne. Chodziło o małą inwestycję, która nie została wykonana, natomiast podpisano protokół jej odbioru oraz przelano na konto wykonawcy kwotę 59 tys. zł. Prokuratura, w której w owym czasie prokurator Marcin Witkowski był zastępcą Prokuratora Rejonowego, nie wszczęła nawet postępowania. Dopiero po moim odwołaniu sąd nakazał prokuraturze przyjrzenie się sprawie. Dość szybko jednak ją umorzono. W uzasadnieniu napisano, że słusznym było zlecenie wykonania inwestycji... Trudno to zrozumieć.

Free Joomla! template by Age Themes

Personal Trainer Certification